O projekcie – tu i teraz. Wersja beta

17 listopada 2017 roku. To dzisiaj. Spotykamy się w Gdańsku, na tutejszym uniwersytecie, po to, by oficjalnie otworzyć portal Schulz/forum i umożliwić wszystkim zainteresowanym dostęp do „Kalendarza życia, twórczości i recepcji Brunona Schulza”, nad którym pracowaliśmy przez prawie dwa lata. Zgodnie z przyjętą konwencją zdarzenie, którego jesteśmy współuczestnikami, powinno zostać w kalendarzu odnotowane w taki sposób:

17 listopada 2017, piątek | Gdańsk. Otwarcie (uroczyste) portalu Schulz/forum.

Tym zwięzłym wpisem zajmujemy w „Kalendarzu życia, twórczości i recepcji Brunona Schulza” miejsce chronologicznie ostatnie. Na osi czasu po nas już nic nie ma. Jeszcze nie ma. Kolejne dni zepchną nas w przeszłość. Ale na razie możemy się cieszyć rangą najświeższej aktualności. I zarazem doświadczać idealnej synchronii zdarzenia i kronikarskiej narracji na jego temat. Ta chwila nie będzie jednak trwała wiecznie. To, co się nam dzisiaj przydarza, już wkrótce (już za chwilę) będzie jedynie kronikarskim zapisem. Ale jeszcze (tymczasem) jesteśmy hic et nunc, tkwimy w zdarzeniu, które w dziejach recepcji Schulza zostanie zapisane jako – przypomnę tę lakoniczną formułę – „Otwarcie (uroczyste) portalu Schulz/forum”.

I będzie to prawda. Wystarczy się rozejrzeć. Właśnie otwieramy – w końcu otwieramy Schulz/forum. Zanurzamy się w strudze czasu, który jeszcze nie minął, lecz właśnie płynie – przed siebie, jak chce. Nostalgicznie dodam, że płynie różnie dla każdego z nas.

Szeroko otwieramy dzisiaj – tu i teraz – drzwi portalu Schulz/forum. Pracowaliśmy nad jego stworzeniem wspólnie, każdy według swoich możliwości i chęci. Prace szły w dwóch kierunkach. Archiwalne poszukiwania, analizy istniejących dokumentów, tworzenie na ich podstawie rekonstrukcji zdarzeń – to jeden kierunek. Drugi, fundamentalny i znacznie bardziej na tym etapie absorbujący, polegał na tworzeniu informatycznej podstawy aktualnych i przyszłych działań dokumentacyjnych i badawczych. Wyniki obydwu poczynań nie są ostateczne. To dopiero pierwsza odsłona. 

Wyniki nie miały być zresztą ostateczne. Na wstępie przyjęliśmy założenie, że w pewnym momencie – na przykład 19 listopada 2017 roku – pokażemy wszystkim zainteresowanym to, co udało się nam zrobić. Bez względu na zaawansowanie prac. I że od tej chwili będziemy już pracowali nad „Kalendarzem” na oczach świata, a w każdym razie pod czujną kontrolą tych, którym Schulz nie jest obojętny.

I tak się właśnie dzieje. Można już (można będzie już za chwilę) z portalu – w budowie – korzystać, przyjrzeć się naszym ustaleniom i rekonstrukcjom zdarzeń. Odzyskiwanie biografii Schulza powinno być dziełem zbiorowym. Liczymy więc na żywy oddźwięk. Oczekujemy słów krytyki, dzięki którym skorygujemy błędy, uzupełnimy luki, zapełnimy białe plamy. Przed nami wspólne przedsięwzięcie: porządkowanie schulzowskiego pola.

Projekt stworzenia „Kalendarza życia, twórczości i recepcji Brunona Schulza” powstał kilka lat temu. Szczegółową eksplikację przedstawiłem w referacie wygłoszonym w 2014 roku w Drohobyczu, a następnie opublikowanym w księdze VI Festiwalu Brunona Schulza. Odsyłając do tamtej publikacji, przywołam najważniejsze założenia.

1. Rzecz najwyższej wagi to odzyskanie biografii Schulza (rozumianej jako bieg jego życia) – ale nie poprzez napisanie jednej z wielu możliwych biografii (rozumianej jako dyskurs o życiu). 

Najpierw trzeba ustalić tekst życia Schulza. 

To niełatwe zadanie. Ale konieczne i coraz pilniejsze. Podobnie bowiem jak tekstologia ustanawia w wydaniach krytycznych dzieła fundament dla interpretacji (mniej lub bardziej wyrafinowanych i prawomocnych, lub wręcz chybionych), tak też podstawą dyskursów biograficznych jest (powinien być) corpus biographicum – sekwencja zdarzeń życia ułożona wedle chronologii ich następowania i osadzona w kontekście epoki. Tego rodzaju proto-biografie przybierają zazwyczaj formę kalendarza życia i twórczości (dopełnianą niekiedy dziejami recepcji). 

2. Biografia Schulza [...] jest wyzwaniem przede wszystkim dla nas, schulzologów, zwłaszcza tych, którzy podejmą się dokumentowania i rekonstrukcji zdarzeń. Dzięki nim możliwe będzie ustalenie tekstu życia i przekroczenie ram legendy „skromnego nauczyciela z Drohobycza”. Ale to nie wszystko. Biografia odzyskana w kalendarzu życia i twórczości powinna być następnie rzucona jako kolejne wyzwanie historii, która Schulza skazała najpierw na nieistnienie, później na nieobecność lub niepełną obecność w pamięci zbiorowej. Dzięki dziełu, które po Schulzu pozostało, pracy przywracania podmiotowości tej szczególnej ofierze – Holocaustu i stalinizmu – nie musimy zaczynać od podstaw. Zgromadzone dotąd w archiwach świadectwa życia i śmierci Schulza pozwalają tworzyć wiarogodne, choć fragmentaryczne dyskursy biograficzne na jego temat. Ale to ciągle jeszcze za mało. Świat Schulza rozpadł się pod naporem historii. Najwyższy czas go scalić, odzyskać utraconą całość. I przywrócić teraźniejszości. 

3. Pracy odzyskiwania i rekonstrukcji życia Schulza nie trzeba zaczynać od początku. Kilkadziesiąt lat wysiłków i poszukiwań Jerzego Ficowskiego, zwieńczonych ostatnim, podsumowującym wydaniem książki Regiony wielkiej herezji i okolice z 2002 roku, stworzyło fundament pod przyszłą biografię (biografie) Schulza. Podobnie jak dwukrotnie podejmowana przez Jerzego Jarzębskiego próba syntezy – najpierw jako wstęp do wydania prozy Schulza w serii „Biblioteka Narodowa”, później jako osobna książka poświęcona pisarzowi w serii „A to Polska właśnie”. Fundament ten tworzą również podejmowane przez wielu schulzologów cząstkowe poszukiwania śladów biografii – przykładem Wiesław Budzyński jako autor reporterskich książek o Schulzu czy Paolo Caneppele przeszukujący wiedeńskie księgi meldunkowe, a także od lat systematycznie prowadzony przez Branislavę Stojanović portal w Internecie.

4. Kalendaria nie są ideo-logiczne. Kalendaria są chrono-logiczne. 

5. [...] choć wewnętrznym motorem kalendarzy jest czas, choć precyzyjnie i systematycznie, dzień po dniu rejestrują one jego upływ i jego przepływy, nie są jednak opowieścią – opowieścią o czyimś życiu od narodzin aż po śmierć. Są nienarracyjne, nieepickie. Z epickiego rozmachu i praktyki Homera biorą jedynie proste następstwo zdarzeń. Przedstawiane w kalendarium pod datami dziennymi fakty (źródłowo ugruntowane) mogą pozostawać luźne, niezwiązane ze sobą. Kalendarz bowiem dobrze znosi nieciągłości narracji, luki, szczeliny, puste miejsca, białe plamy. Powodują one wprawdzie rozpacz kronikarza, ale nie naruszają podstawowej idei kalendarium, które w sposób nieciągły, nieuchronnie dziurawy odzwierciedla ciągły i linearny bieg czyjegoś życia. 

6. Kalendarz Schulza nie powinien być klepsydrą. Kalendarz niczego nie zamyka, niczego nie kończy. Przeciwnie, unieważnia wyroki historii i przywraca Schulza do istnienia. Istnienia pozornego. W kalendarium jego życie, które rozwijało się w przypisanym mu czasie, staje ponad czasem. Praesens historicum, czas teraźniejszy historyczny – cudowny wynalazek retoryki. Dzięki niemu kronikarz, podobnie jak historyk i biograf, wskrzesza chwile bezpowrotnie minione. Oto właśnie Schulz z manuskryptem Sklepów cynamonowych wspina się po schodach kamienicy, w której mieszka Zofia Nałkowska. Przed chwilą rozmawiał z nią przez telefon. Zgodziła się przeczytać, więc biegnie ile sił w nogach. Jest pełen niepokoju. Drży. Jeszcze nie wie, czym to wszystko się skończy. Puka do drzwi.

Stanisław Rosiek